sobota, 18 maja 2013
Rozdział 1
Dziś jest niedziela czeka mnie ostatnia noc w domu, jeszcze raz sprawdzam czy na pewno wszystko spakowałam. W moim pokoju została tyko podręczna torebka i ubranie na jutrzejszy dzień. Przez długi czas nie mogłam zasnąć. Rozmyślałam o jutrzejszym dniu, boję się, że nikt mnie nie zaakceptuje. Jednak po chwili biorę się w garść i zasypiam. Następnego dnia o godzinie 6 rano budzi mnie budzik. Czym prędzej wstaję,ubieram się, zabieram torebkę, zjadam coś na szybko. Miałam już wychodzić, gdy nagle ktoś zapukał do drzwi. Okazało się, że to Kim i Kourtney moje najlepsze przyjaciółki.Są naprawdę świetne, uwielbiam je, po śmierci rodziców bardzo mi pomogły. Zawsze potrafią mnie zrozumieć. Najśmieszniejsze jest to, że są siostrami w dodatku bliźniaczkami. Czasami mówią takie same rzeczy w tym samym czasie.To jest wprost obłędne.
-Hej Lena! Jak się czujesz? Nie wyglądasz najlepiej może nie powinnaś jechać do ciotki dzisiaj. Zaczekaj do jutra.-powiedziały obie jednocześnie.
-Hej! Nie mogę obiecałam Anne, że przyjadę dzisiaj. Nie mogę ot tak zmieniać zdania poza tym za chwilę ma tu być agentka nieruchomości.O popatrzcie już jest! Dzień dobry, dziękuję, że przyjechała pani tak wcześnie. Proszę to klucze do domu. Kiedy mogę spodziewać się pieniędzy za dom?-powiedziałam.
-Dom jest naprawdę ładny, a więc powinien sprzedać się dość szybko. Do miesiąca powinnam przelać ci za niego pieniądze.Jakbym znalazła jeszcze jakieś pani rzezy napisze e-maila.-rzekła pani Honest.
-Yhy, dobrze bardzo dziękuje za wszystko naprawdę mi pani pomogła. Do widzenia.
- Do widzenia.-odrzekła agentka i weszła do mojego rodzinnego domu.
-Jadę jeszcze na cmentarz. Jedziecie ze mną?-zapytałam Kim i Kourtney.
-Bardzo byśmy chciały, ale jedziemy dziś do dziadków. Nie damy rady i tak z cudem ubłagałyśmy rodziców żebyśmy mogły cię pożegnać. Prawda Kim?-powiedziała Kourtney.
-Tak,niestety.-odpowiedziała Kim.
-Nic się nie dzieje. Trzymajcie się i pozdrówcie rodziców.Będę za wami tęsknić.
-Ty też masz od nich pozdrowienia. Pamiętaj masz dzwonić przynajmniej raz w tygodniu.Nie wiem jak my bez ciebie wytrzymamy.-znowu powiedziały to samo w tym samym czasie.
- Okej, obiecuję będę dzwonić systematycznie.Jakoś dacie sobie radę. Chyba nie będzie tak źle.-odpowiedziałam.
-Papa.Jedź bezpiecznie.-powiedziały i uścisnęły mnie na pożegnanie.Odwzajemniłam ucisk, wsiadłam do samochodu, zapięłam pasy, pomachałam im i odjechałam.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz