piątek, 21 marca 2014

Rozdział 4

Obudziłam się na podłodze. Pewnie przez ten naprawdę dziwny sen. Sen był okropnie pogmatwany, otóż śniło mi się, że się budzę. Gdy otworzyłam oczy, które od razu powędrowały w kierunku okna, zobaczyłam siedzącego na parapecie kruka. Ptak siedział nieruchomo. Równie dobrze mógł to być woskowy model. Po chwili kruk odleciał, a ja postanowiłam położyć się jeszcze spać więc przekręciłam się plecami w kierunku okna. Jednak coś mi nie pasowało, gdyż wydawało mi się, że poduszka oddycha! Czym prędzej otworzyłam oczy, to co zobaczyłam wywołało u mnie krzyk i wtedy spadłam z łóżka. W rzeczywistości też spadałam z łóżka dlatego się obudziłam. Nie to niemożliwe śnił mi się ten chłopak,ten z baru.
   
 Wolałabym spać do 12 jak nie dłużej, ale  nie mogłam już zasnąć i umówiłam się z Mark'iem ,że o 10 przyjdzie po mnie pomoże mi zapisać się do szkoły.A więc zaczynamy nowe życie. Już nie będę smutną sierotką. Zacznę od zera, zostanę kimś nowym. I przetrwam.   Udałam się do łazienki, wzięłam szybki prysznic, wykonałam delikatny makijaż i się ubrałam. Na dworze świeciło słońce, dlatego założyłam jasną luźną sukienkę i moje ulubione turkusowe baleriny.Gdy zeszłam na dół Anne już nie było, na blacie kuchennym leżały pieniądze zapewne na zakupy razem z listą co mam kupić. Na lodówce znalazłam natomiast liścik od cioci.
Po przeczytaniu kartki od Anne czym prędzej otworzyłam lodówkę. Joanne się postarała i przygotowała naleśniki. Mniam. Śniadanie skończyłam jeść o godzinie 9:30. Zdążyłam jeszcze wypić kawę, gdy ktoś zapukał do drzwi. Tak jak się spodziewałam był to Mark. Ucieszyłam się gdy go zobaczyłam.
-Hej Lena gotowa na cały dzień w moim towarzystwie?- zapytał z uśmiechem.
- Cześć ależ oczywiście muszę tylko wsiąść torebkę i możemy ruszać.
- Pośpiesz się tylko bo mamy dzisiaj bardzo dużo rzeczy do zrobienia.
- Okej okej spokojnie.
Pobiegłam po torbę do swojego pokoju, zeszłam do kuchni i wzięłam pieniądze na zakupy wraz z listą.
- Dokąd najpierw chciałabyś się udać? - zapytał Mark gdy wyszliśmy już z domu i udaliśmy się w kierunku jego samochodu. Samochód nie był za nowy i nie wyglądał najlepiej ale ważne że jeździł.
- Może do szkoły chce to mieć jak najszybciej z głowy.
- Okej to wsiadaj -otworzył mi drzwi do swojego samochodu i gestem ręki zaprosił do środka.
Po chwili wysiadaliśmy już z jego samochodu i szliśmy w kierunku szkolnego sekretariatu. Denerwowałam się ale Mark pomógł mi załatwić wszystkie formalności i takim sposobem zostałam uczennicą szkoły w Mystic Eden.
- Widzisz nie jest tak źle jesteś ze mną w klasie. Zobaczysz będzie fajnie.
- Mam taką nadzieje, ale na razie znam tutaj tylko ciebie i Anne.
- Nie martw się wszystko się dzisiaj zmieni.- od powiedział Mark
- Niby jak? Urządzisz wielką imprezę, zaprosisz na nią pół szkoły tylko po to abym poczuła się lepiej?
- Żebyś wiedziała.
- Żartujesz?
- Nie jestem śmiertelnie poważny.
- Ale jak, co, kiedy i gdzie?
-  O boże czy naprawdę musisz zadawać tyle pytań. Nie może wystarczyć ci tylko to, że dzisiaj wieczorem jest impreza na której poznasz większość młodych ludzi z tego miasta.
- Nie, nie może.
- Ale niestety musi.
 - To powiedz mi chociaż o której godzinie jest impreza żebym mogła się na nią jako tako przygotować.
- Powiem ci w swoim czasie ,a teraz choć miałaś chyba zrobić zakupy.- Powiedział Mark otwierając mi drzwi od samochodu. Tak wciągnęłam się w rozmowę z nim, że dopiero teraz zobaczyłam, że jesteśmy już w centrum.Cieszę się, że mam kogoś takiego jak Mark, gdyby nie on nie wiem jak zniosłabym pierwszy dzień w tym mieście.Zakupy udało się zrobić całkiem szybko, więc mieliśmy dużo czasu żeby pochodzić i porozmawiać.
-Więc opowiesz mi coś więcej o tej imprezie??
-No dobrze dobrze skoro tak nalegasz.
- Dzięki już miałam dość wypytywania cię o nią.
-Tak jak już ci mówiłem dzisiaj o 20 jest impreza w domu burmistrza z okazji zakończenia wakacji, zbliżającego się wielkimi krokami rozpoczęcia szkoły i na twoje powitanie. Nie musisz się o nic martwić zobaczysz dasz rade. Masz przecież mnie.-powiedział z promiennym uśmiechem na twarzy. Odwzajemniłam go równie szczerze.
-Mark dziękuje ci za to jak mi pomagasz naprawdę dużo to dla mnie znaczy.Jesteś wspaniały.
-Oj Lena nie pochlebiaj mi tak, bo się jeszcze zaczerwienie.-obydwoje wybuchliśmy śmiechem.
Jeszcze z jakąś godzinę spacerowaliśmy i Mark odwiózł mnie do domu, żebym mogła się przygotować. Mark ma być po mnie o 19:30 więc mam czas żeby wziąć długą kąpiel, wybrać ubranie na wieczór i poprawić makijaż. Przez prawie cały dzień nawet nie miałam czasu myśleć o chłopaku z baru i o moim śnie z nim w roli głównej. Na imprezę wybrałam coś w rockowym stylu. Postanowiłam założyć czarne rurki, beżowe lakierowane szpilki, czarną ramoneskę i t-shirt w panterkę. Włosy upięłam w koka. Usta pomalowałam krwisto czerwoną szminką, a oczy podkreśliłam czarnym eyelinerem. Do tego wybrałam idealnie pasującą biżuterie w odcieniu starego złota i moją beżową kopertówkę, która wprost doskonale uzupełniała całą stylizacje. O kurde jest dopiero 19 mam jeszcze trochę czasu zanim Mark po mnie przyjedzie, dlatego postanowiłam opisać mój dzisiejszy dzień w pamiętniku. Usiadłam przy biurku zawalonym jakimiś szpargałami. Musze jak najszybciej rozpakować resztę pudeł, bo nie wytrzymam ani dnia dłużej w pokoju w którym nie mogę nic znaleźć. Ale zajmę się tym jutro. Nagle z dołu usłyszałam otwieranie drzwi to pewnie Anne w końcu wróciła, nie wiem jak można tyle czasu poświęcać pracy. Muszę ją tego oduczyć powinna znaleźć sobie jakiegoś chłopaka. Zamknęłam szybko pamiętnik i zbiegłam ze schodów. Zdziwiłam się gdy zobaczyłam ciocie w towarzystwie całkiem przystojnego mężczyzny, przed chwilą chciałam jej szukać chłopaka jednak widać, że Joanne sama potrafi sobie poradzić. Zastałam ich w dość niezręcznej sytuacji. Joanne jak mnie zobaczyła jak poparzona odskoczyła od faceta, z którym przed chwilą się obściskiwała.
- Och Lena co ty tu robisz? Myślałam, że pojechałaś już z Markiem na imprezę. Skoro jednak tu jesteś to jest Lary, mój przyjaciel, uczy w tutejszej szkole, a więc znasz już jednego z nauczycieli. Lary wpadł pomóc mi przy naprawie zlewu, bo wiesz coś się tam ostatnio popsuło nie wiem dokładnie co ale się coś popsuło.-zaczęła się tłumaczyć Anne. Chciało mi się śmiać, bo zachowywała się jak nastolatka.
-Cześć Lena tak jak już mówiła Jo jestem Lary. I przyszedłem naprawić wam zlew jak dziwnie by to nie brzmiało to prawda. A tak w ogóle to bardzo miło mi cię poznać twoja ciotka dużo mi o tobie opowiadała.-od powiedział Lary.
-Mi też bardzo miło, że mogłam cię poznać.-od powiedziałam serdecznie. Czułam się dość nieswojo na szczęście z całej tej sytuacji uratował mnie Mark, który w idealnym momencie postanowił zapukać. Dzięki Bogu! Mark wyglądał elegancko z drobną nutą luzu. Miał na sobie ciemne jeansy i koszulę w błękitnym kolorze, która idealnie podkreślała kolor jego oczu.
-Joanne wychodzę i nie wiem kiedy wrócę. Do widzenia Lary.-pożegnałam się.
-Nie wracaj zbyt późno. Mark pilnuj jej.-od powiedziała Anne.
-Dobrze będę jej pilnował jak oczka w głowie Jo. A tak w ogóle bardzo ładnie wyglądasz Lena do twarzy ci w tej panterce.-powiedział Mark i ruszyliśmy w kierunku jego samochodu.
-Bardzo dziękuje.-od powiedziałam lekko zmieszana.
Gdy dojechaliśmy już jak mniemam pod dom Woodów, który był wielki i zapierający dech w piersiach poczułam tak cholernego stresa, że głowa mała.Moje kolana zrobiły się jak z waty, serce zaczęło mi walić, że omal nie wyskoczyło mi z klatki piersiowej. Pierwszy raz się tak denerwuje, matko co się ze mną dzieje, nie mogę się tak stresować nie mam czym. Jest ze mną Mark nie jestem sama. Muszę być silna i stawić temu czoła. Dam radę jestem dużą dziewczynką. A jak spotkam tu tego chłopaka z baru co ja wtedy zrobię. Z tych okrutnych rozmyślań wyrwał mnie Mark, który właśnie otworzył mi drzwi od samochodu.
-Gotowa podbić tę imprezę?-zapytał z przejęciem.
-Tak-skłamałam, nie byłam gotowa by dołączyć do tej wielkiej grupy pijanych nastolatków. Mark chwycił mnie pod rękę i ruszyliśmy w kierunku wejścia do willi Wood'ów. Na szczęście wszyscy w środku byli zajęci piciem dlatego nie wzbudziłam wielkiego jakiegokolwiek zainteresowania z ich strony za co w duchu dziękowałam Bogu. Jednak moja radość nie trwała długo, ponieważ nagle podbiegły do nas dwie dziewczyny. 
- Cześć Mark widzę, że w końcu przywiozłeś naszego długo wyczekiwanego gościa. Lena tak się cieszę, że cię widzę. A tak w ogóle to jestem Caitlin, a to Brenda. Jesteśmy takim małym komitetem powitalnym.-powiedziała z uśmiechem wysoka, szczupła blondynka. Była bardzo otwarta i wydawała się być naprawdę miłą osobą. Myślę,że mogłabym się z nią zaprzyjaźnić. 
- Witaj Lena, mam nadzieje, że będziemy przyjaciółkami.-odparła ciemnoskóra dziewczyna z czarnymi włosami. 
- Ja też mam taką nadzieję i wielkie dzięki za chęci i przygotowanie tego wszystkiego jesteście wielkie.
- To nie nasza zasługa. To wszystko dzięki Mark'owi on to wszystko zorganizował my mu tylko pomagałyśmy. Właśnie Mark prawie bym zapomniała Requel cię szuka. Jest zła, bo od dwóch dni nie odbierasz od niej telefonu. Lepiej idź jej poszukaj i błagaj o wybaczenie. Nie musisz martwić się o Lenę my się nią zajmiemy. Możesz na nas polegać.-powiedziała Caitlin i wzięła mnie pod rękę.- Musisz poznać kilka osób.
I właśnie wtedy go zobaczyłam niebieskookiego chłopaka z mojego snu wydawał się jeszcze bardziej przystojny, miał na sobie czarny t-shirt,skórzaną kurtkę i czarne spodnie wyglądał jak bóg ciemności, ale mnie to pociągało. On miał coś w sobie, coś czego nie jestem w stanie opisać słowami. Po chwili uświadomiłam sobie, że od dłuższej chwili stoję i gapię się na niego. Spostrzegawczej Caitlin jednak to nie umknęło.
-Widzę, że zainteresowałaś się jednym z Elity.-zaczęła blondynka.
-Elity?
-Taka szkolna grupka. Należą do niej największe ciacha w naszej szkole. Ten, który tak przykuł twoją uwagę to Damon. Obok niego stoi jego brat Steven. Potem Colin, Nick i Tom. Colin i Nick to również rodzeństwo, a Tom to gospodarz. To jego dom.-wytłumaczyła mi wszystko Brenda.
-Wygląda na to, że Damon nie jest ci dłużny ponieważ jak widać nie może oderwać wzroku od twojego tyłka, zboczeniec.-rzuciła Caitlin. Wtedy odwróciłam się w jego kierunku i nasze spojrzenia się spotkały to było takie magiczne i niepowtarzalne uczucie. Nie potrafiłam przestać przyglądać się jego tęczówką,a on moim. Pragnelam go bardziej niz kogokolwiek innego. Chłopak pierwszy opuścił wzrok i powiedział coś kumplą. Ja dalej nie spuszczając z niego wzroku zauważyłam, że idzie w moim kierunku z uśmiechem na twarzy. O kurde. 
 -Mogę porwać waszą śliczną koleżankę?-Damon zwrócił się do Caitlin i Brendy. 
-Jeżeli nasza przyjaciółka tego chce a napewno chce to oczywiście tylko nie zrób jej krzywdy.-odpowiedziała mu Brenda. Chłopak podał mi swoją dłoń, którą chwyciłam i zaczeliśmy sie oddalać od dziewczyn. Wyszliśmy na zawnątrz i usiedliśmy na fontannie przed domem Wood'a. 
- Chciałem cię bardzo przeprosić za moje wczorajsze zachowanie bardzo przypominasz moją przyjaciółkę z tąd ten błąd kochana. Gdzie moje maniery Damon. -chłopak wstał i pocałował mnie w dłoń. Jednak ten zboczeniec potrafi być romantyczny. 
-Lena.-odpowiedziałam.
 -Co cię sprowadza do Mystic Eden?
 -Przymus. Nie chcę o tym rozmawiać. Przyjechałam tu żeby zacząć wszystko od początku i nie myśleć o przeszłości. 
 -Dobrze jeśli nie chcesz o tym rozmawiać trudno bedę musiał to jakoś przeżyć. Chcesz się czegoś napić? Tylko nie mów, że wody bo nie mamy tylko procenty. Pasuje?
-Nawet bardzo. Mam ochotę się dzisiaj czegoś napić.
-Zaraz wracam. Daj mi 5 minut.-powiedział i oddalił się z wielkim uśmiechem na twarzy. Nie dość, że jest zabójczo przystojny to w dodatku tak bardzo miły i uroczy. Cholera chyba się zakochałam. O nie tylko nie to nie mogłam się zakochać Leno Gelbert czyś ty oszalała już raz to przerabiałaś w Nashville i jak to się skończyło. Chłopak, któremu tak bardzo ufałaś, któremu się oddałaś zostawił cię nie potrzebujesz powtórki z rozrywki. Jednak Damon wydaje się być inny. Ale wszyscy faceci są tacy sami szeptała mi moja podświadomość. A może warto spróbować, w końcu już gorzej być nie może. Z tej wewnętrznej kłótni wyrwała mnie blondynka o błękitnych oczach i bladej cerze. Wyglądała na wkurzoną, nawet bardzo wkurzoną.
-Pewnie mnie nie znasz jestem Requel, dziewczyna Mark'a byłobym w lepszym nastroju, gdyby jakaś sierota nie odbijała mi chłopaka. Posłuchaj jeszcze raz się do niego zbliżysz, a pożałujesz, że się urodziłaś. Lepiej ze mną nie zaczynaj nie radzę. Masz się do niego zbliżać. - zaatakowała mnie dziewczyna.
-Ja też bardzo się cieszę, że mogłam cię poznać. Jednak nie rozumiem o co ci chodzi Mark to tylko dobry kumpel, który pomaga mi się tu zaklimatyzować i poczuć się lepiej. Nie mam nic do niego to tylko przyjaciel, nic więcej nie masz się o co martwić. I wiedz, że dalej będę się z nim spotykała żeby pogadać więc bardzo mi przykro.
-Jeśli nie zamkniesz buzi, następną rzeczą, która z niej wyleci, będą twoje zęby. Dlaczego to na ciebe nie działa.-Requel stanęła tak blisko mnie jakby zaraz chciała mi skręcić kark w sumie nie zdziwiłabym się jakby to zrobiła. Na szczęście mam wybawiciela, który uratował mnie od mega zazdrosnego ego Requel.
-Co ty znowu wyprawiasz? Requel tylko mi nie mów, że ją zahipnotyzowałaś. 
-Nie dałam rady ma chyba werbenę we krwi. 
-Dobra uciekaj już do swojego chłoptasia i miło by było gdybyś zostawiała Lenę w spokoju.-odpowiedział jej Damon, a ona na szczęście odeszła bez żadnego ociągania. Nic nie zrozumiałam z ich rozmowy była dość dziwna.
-Bardzo dziękuje za pomoc. Dziewczyna ma poważny problem z zazdrością.
-Nie ma co się dziwić jesteś naprawdę ładna ma być o co zazdrosna.
-Dziękuje ale mnie i Mark'a nic łączy. Jak mogę ci się odwdzięczyć za ratunek z ramion tej zazdrosnej wiedźmy?          
-Wystarczy mi twoje towarzystwo.Chcę żebyś wiedziała, że jak będziesz miała jakieś problemy zawsze możesz do mnie przyjść służę pomocą.-to takie słodkie z jego strony.
-To bardzo miłe napewno skorzystam z pomocy kogoś takiego jak ty. 
- Dla mnie pomoc tobie będzie istną przyjemnością. A teraz masz napij się.-powiedział podając mi Jack'a Daniel'sa. 
- Myślałam,że nastolatkowie gustują w piwach, a tu proszę whisky.
-Jak już coś pić to tylko z górnej półki.-odrzekł z uśmiechem.
Po niecałej godzinie byłam już konkretnie wstawiona i postanowiłam wejść do fontanny. Tak wiem nie należało to do moich najlepszych pomysłów ale jak już wspominałam trochę wypiłam.
-Zwariowałaś?-zapytał Damon w chodząc za mną do fontanny.
-Chyba tak.
-Właśnie widzę alkohol ci nie służy.
-Rzeczywiście picie nie jest moją dobrą stroną. Mam słabą głowę.
-Masz chłopaka?
-Nie, ale miałam i źle to wspominam. Byłam w nim zakochana na zabój, a on to wykorzystał. Teraz chcę miłości, która mnie pochłonie. Pasji i przygody. A nawet szczypty niebezpieczeństwa. A ty masz kogoś?
-Nie.
-Dlaczego jesteś świetny i strasznie seksowny.
-Wiem.
-Nie chciałbyś być zakochany?
-Byłem kiedyś. To bolesne, bezcelowe i przereklamowane.
I wtedy zachwiałam się i straciłam równowagę. Już myślałam, że kąpiel w fontannie będzie nieunikniona. Jednak Damon był cholernie szybki i w ostatniej chwili chwycił mnie i przyciągnął do siebie. Nasze usta się spotkały i wydarzyło się to co powinno jeszcze chwilę poczekać. Namiętny pocałunek. Poczułam się taka wolna jakbym potrafiła latać. Było to chyba najprzyjemniejsze uczucie od kilku miesięcy. Jednak to co dobre nie trwa wiecznie. Jedyne co pąmiętam po tym pocałunku to to, że poprosiłam żeby zabrał mnie do domu później urwał mi się film. Widziałam tylko przebłyski tego co się ze mną dzieje. Noszenie na rękach...jego uśmiech...ciepłe łóżko...on...ja...sen. ---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- W końcu udało się po prawie pół roku dodaje ten post i jestem z niego cholernie dumna. Jestem trochę na siebie zła, bo według mnie akcja potoczyła się lekko za szybko jest w mieście nie całe 3 dni, a już się zakochała i znalazła idealnego faceta z którym się już nawet całowała. Zaraz biorę się za pisanie następnego i powinnam go dodać za kilka dni nwm dokładnie kiedy. Komentujcie, obserwujcie i czytajcie. Dziękuje wszystkim, którzy ze mną zostali i czekali na mój kolejny rozdział. 
Trzymajcie się ludzie i do następnej notki :))) Ola



niedziela, 16 lutego 2014

Liebster Blog Awards!!!

Witajcie!
Otrzymałam nominacje od Natalii G. Natalko bardzo ci dziękuje bardzo wiele to dla mnie znaczy :>

               Pytania:
1. Ile masz lat?
2. Co najbardziej lubisz robić w wolnym czasie?
3. Ulubiona potrawa?
4. Ulubione książki?
5. Ulubiony kolor?
6. Gdzie chciałbyś/chciałbyś zamieszkać w przyszłości?
7. Ulubiona piosenka?
8. Czego się najbardziej boisz?
9. Jaki film ostatnio oglądnęłaś/łeś?
10. Co sprawia, że jesteś szczęśliwa/wy?
11. Masz zwierzątko? Jakie?

               Odpowiedzi:
1. 15 latek
2. słuchać muzyki, czytać książki, oglądać seriale i filmy oraz spotykać się ze znajomymi
3. naleśniki <3
4. saga Dom Nocy,Zmierzch,Harry Potter,Igrzyska Śmierci, Dary Anioła, Oksa Pollock, 50 Odcieni Szarości i jeszcze Charlie,Klub Dantego,Poradnik Pozytywnego Myślenia
5. niebieski i fioletowy
6. w Nowym Jorku, Londynie, Leeds albo zostać w Krakowie
7. mam bardzo dużo ulubionych piosenek i nie potrafię z nich wybrać jednej
8. ciemności -.- i śmierci
9. Bez mojej zgody :<
10. przyjaciele, muzyka i życie :>
11. mam psa i kota  :>

                Moje nominacje: 
        
           Moje pytania:
1. Czy oglądasz seriale? Jak tak to twoje ulubione to?
2. Ile masz lat?
3. Masz jakieś zwierze? Jak tak to jakie?
4. Ulubiona książka?
5.  Jakiej muzyki słuchasz?
6. Masz rodzeństwo?
7. Od jak dawna piszesz bloga?
8. Co chcesz robić w przyszłości?
9. Czym się interesujesz?
10. Jaka jest twoja ulubiona pora roku?
11. Myślałaś/eś kiedyś o usunięciu bloga?

Mam dobrą nowinę mój kolejny rozdział jest już prawie gotowy. Jeszcze tylko kilka poprawek i ujrzy światło dzienne:>
Pozdrowienia Ola :>

czwartek, 5 września 2013

Zawieszam

Teraz szkoła wcześniej wyjazd na wakacje wszystko obraca się przeciwko pisaniu moich blogów w takim razie zawieszam go. Napewno wrócę nie wiem kiedy ale wrócę. Przysięgam :)

środa, 12 czerwca 2013

Rozdział 3

Ostatni rozdział był strasznie krótki więc tą częścią mam zamiar nadrobić. :-)
-------------------------------------------------------------------------------------------------------
Do Mystic Eden dotarłam około godziny 15. Droga była w sumie przyjemna i zleciała mi szybko. Jak jeździłam tam z rodzicami droga wlekła się niemiłosiernie, jednak teraz skoro sama musiałam  prowadzić mojego cudownego jeep'a minęła jak z bicza strzelił. Umówiłam się z Anne, że zadzwonie do niej jak dojadę do miasta. Miałam czekać na nią w Grillu. Zaparkowałam samochód i udałam się w kierunku baru. Gdy weszłam do  środka wszystkie pary oczu zostały skierowane w moją stronę. Poczułam się trochę zażenowana, jednak gdy usiadłam przy stoliku ( wybrałam taki który znajdował się najbliżej drzwi) przestałam budzić tak wielkie zainteresowanie jak wcześniej. Jedyną osobą która cały czas się na mnie patrzyła, można powiedzieć nie odrywała ode mnie oczu był nieziemsko przystojny chłopak, to znaczy mężczyzna na oko miał jakieś 19-20 lat. Jego jasnoniebieskie oczy, ciemne włosy i zabójczy uśmiech doprowadziły mnie do palpitacji serca. Mimowolnie odwzajemniłam uśmiech. Znając Anne miałam czekać na nią jeszcze jakieś 15 minut. Postanowiłam zamówić coś do picia bo strasznie mnie suszyło  Gdy ruszyłam w stronę barmana po wodę przystojny chłopak poszedł za mną było to dziwne nawet bardzo dziwne. Najpierw się na mnie gapi, potem za mną łazi. Właśnie prosiłam o szklankę napoju kiedy niebieskookii dotarł do lady i wtedy właśnie do Grilla wpadła Joanne. W duszy dziękowałam Anne za to że uratowała mnie przed pierwszą konserwacją z nieznajomym bo znając życie palnełabym jakąś głupotę lecz trochę tego żałowałam. Może dowiedziałabym się jak nazywa się chłopak który wywołał u mnie takie zaciekawienie swoim boskim wyglądem i dziwnym zachowaniem. Nie czekając ani chwili dłużej wzięłam szklankę z wodą i udałam się w kierunku Anne. Przytuliłam ją na powitanie i obie usiadłyśmy przy stoliku. Ciocia jak zwykle wyglądała jakby przed chwilą się obudziła. Uwielbiam ją i jej towarzystwo , ale czasami myślę , że jestem bardziej rozgarnięta niż ona. Anne  ma długie jasnobrązowe włosy, przyjacielski wyraz twarzy i przystępny charakter jednak potrafi pokazać pazur. Joanne skończyła niedawno studia i pracuje jako opiekunka w tutejszym przedszkolu. Praca nie przynosi jej za dużych dochodów ale sprawia olbrzymią radość. 
- I jak minęła ci podróż?- zapytała Anne z troską.
- Jakoś zleciało, myślałam że będzie gorzej ale jeszcze żyje.
- Widzę że nie traciłaś czasu i już coś zamówiłaś. Ładnie to tak na ciocie nie zaczekać. - skarciła mnie Joanne  nie mogąc przestać się śmiać.
- Hahaha bardzo śmieszne- odpowiedziałam z lekką nutą sarkazmu.
- W domu nie ma nic do jedzenia więc polecam coś zamówić. Mark!- powiedziała Anne i zawołała barmana który przed chwilą podawał mi wodę.- Hej Mark poproszę to co zwykle. A ty Lena zdecydowałaś się już na coś?
- A co pan poleca?- zwróciłam się do barmana, który na oko był w moim wieku jednak wolałam zwrócić się do niego oficjalnie.
- Po pierwsze mam imię. Mark po prostu Mark. Ty zapewne jesteś Lena. Anne wspominała, że będzie miała gościa jednak nie myślałem, że aż tak ładnego.- odpowiedział Mark.
Jestem tu niecałą godzinę a już dwóch facetów dało mi znać ,że nie jestem im obojętna. Powoli zaczynam żałować, że tu przyjechałam. Jednak może dzięki temu szybciej się tutaj zaklimatyzuje, a poza tym Mark wygląda na miłego chłopaka. Może nie będzie tak źle. Wracając na ziemię.
- Oj nieprzesadzaj. A więc co polecasz?
- Sałatkę z kurczakiem Anne zawsze ją bierze i jak widzisz zawsze po nią wraca.
- Okej więc poproszę tą sałatkę.
Mark odszedł od stolika by przygotować nasze zamówienie. Mogłam spokojnie wrócić do rozmowy z ciocią.
- Widzę, że jesteś tu stałym bywalcem.
- Dziwisz mi się do wieczora biegam za dzieciakami później nie mam nawet siły zrobić zakupów dlatego idę na łatwizne i stołuję się tutaj.
- Jak coś to ją będę robić zakupy zawsze po szkole. Wystarczy żebyśmy wieczorem uzgodniły co mam kupić ,a ja po szkole wszystko kupię.
- Nie chcę żebyś musiała się za bardzo przejmować domem w końcu to moje zadanie.
- Jutro też idziesz do przedszkola?
- Tak muszę wszystko przygotować przed rozpoczęciem roku.
- Skoro i tak nie mam żadnych planów na jutro pójdę na zakupy.
- Śmieszna jesteś. Ty wogóle wiesz gdzie tu jest jakikolwiek sklep?
- Koniec języka za przewodnika.
- A kiedy masz zamiar iść się zapisać do szkoły?
Gdy Anne zadała to pytanie przy stoliku pojawił się Mark z naszym zamówieniem. Napewno usłyszał ostatnie pytanie Joanne, ponieważ postanowił odpowiedzieć za mnie.
- O słyszę, że rozmawiacie o szkole. Jeśli chcesz Lena mogę iść z tobą do niej pomóc się zapisać. Co powiesz o jutrzejszym dniu akurat mam wtedy wolne. A więc zagdzasz się? Odmowy nie przyjmuje do wiadomości.
- Skoro tak prosisz. Jednak mam warunek oprowadzisz mnie po mieście i pójdziesz że mną na zakupy. Umowa stoi?
- Ależ oczywiście będę po ciebie jutro o 10. Do zobaczenia jutro.
- Do zobaczenia.- odpowiedziałyśmy z ciocią równocześnie.
Mark odszedł od naszego stolika i udał się w stronę zaplecza.
Gdy skończyłyśmy wyśmienite jedzenie, Anne zapłaciła za posiłek i wyszłyśmy z baru.
Dopiero po wyjściu z baru uświadomiłam sobie, że od czasu kiedy wpadła do niego Ann nie zwróciłam uwagi na boskiego niebieskookiego chłopaka. Jednak on nie dał o sobie zapomnieć. Stał przy moim samochodzie z aroganckim uśmiechem.  Anne spojrzała na mnie ze zdziwieniem. Nic jej nie odpowiedziałam tylko wyruszyłam ramionami. Nagle chłopak podszedł do mnie i chwycił za nadgarstek.
- Co cię tutaj sprowadza Katty? Myślałem, że już zapomniałaś o mnie i Stevenie. A tu proszę jaka niespodzianka. Hrabina Pier zaszczyciła Mystic Eden swoją obecnością.-wypalił chłopak.
- Przepraszam ale musiałeś mnie z kimś pomylić. Mam na imię Lena i nie znam ani ciebie ani żadnego Stevena. A teraz przepraszam ale mam zamiar jechać do domu. - rzuciłam i wyrwałam rękę z uścisku niebieskookiego. Anne siedziała już w samochodzie i jak tylko do niej dołączyłam od razu zaczęła wypytywać o to co przed chwilą zaszło między mną a tamtym chłopakiem. W drodze do mojego nowego domu opowiedziałam jej całą historię od początku. Po niecałych 10 minutach stałam już na podjeździe przed domem. Wypakowanie pudeł z mojego samochodu zajęło Anne i mi dużo czasu. Dopiero o godzinie 20 mogliśmy spokojnie usiąść i porozmawiać o dniu jutrzejszym. Potem poszłam do swojego pokoju nie był zbyt uporządkowany ale pojutrze mam zamiar tu posprzątać dzisiaj już nie mam sił  ani ochoty. Postanowiłam wziąć szybki prysznic. Potem opisałam w pamiętniku po krótce mój pierwszy dzień w tym mieście. Przed snem myślałam o zachowaniu chłopaka z baru. O jaką Katty mu chodziło  dlaczego mnie z nią pomylił? Na te pytania chyba w najbliższym czasie odpowiedzi nie otrzymam. W trakcie rozmyślań o niebieskookim przystojniaku , usnęłam.


Tak więc koniec 3 rozdziału piszcie w komentarzach szczerą opinię. Mam nadzieję że się podobało.

środa, 22 maja 2013

Rozdział 2


Od pewnego czasu można było uznać cmentarz za mój drugi dom. Chodziłam tam prawie codziennie. Dzisiaj przyszłam na cmentarz ze względu na mój wyjazd. Ustaliłyśmy z Anne, że będziemy tu przyjeżdżać dwa razy w roku w wakacje i na Święta Bożego Narodzenia. Ten cmentarz nigdy nie kojarzył mi się z ciemnością był on dla mnie miejscem gdzie mogłam się wyciszyć, uspokoić, popłakać nie martwiąc się ,że ktoś to zobaczy.
Rodzice zostawili mi w spadku dom(który sprzedałam) i domek letniskowy nad jeziorem nieopodal Mystic Eden.  Na początku chciałam zostać w Nashville w moim domu jednak ciocia Joanne się nie zgodziła. Wsumie teraz cieszę się, że podjełam taką a nie inną decyzję. Po pogrzebie wygladalam jak wrak człowieka jednak przez to że Anne była ze mną i mi pomogła moje życie po krótce zaczęło wracać do normy. Po jakiś 15 minutach jazdy dotarłam na cmentarz. Jak zwykle gdy podeszłam do grobu rodziców rozpłakałam się. Jestem bardzo wrażliwa, więc często płacze bez powodu nawet z takiej błahostki jak wizyta na cmentarzu. Czasami mam dosyć mojego charakteru, chciałabym się zmienić i stać się osobą twardą czasami nawet bez uczuć aby przestać czuć ciągle tą pustkę spowodowaną brakiem Emily i Edwarda. Minęło 15 minut zanim opuściłam cmentarz. Jak zawsze na grobie rodziców spoczęły 2 śnieżnobiałe róże, które tak uwielbiali za życia. Nie chciałam opuszczać tego miejsca ale niestety musiałam bo miałam do pokonania długą drogę. Tak więc o godzinie 8 wyjeżdżam z Nashville i obieram kierunek na Mystic Eden.

Mam nadzieje że rozdział sie podobał :) Piszcie w komentarzach co o nim sądzicie nie ma tu za wiele akcji ale następny rozdział będzie ciekawszy obiecuję

sobota, 18 maja 2013

Rozdział 1


Dziś jest niedziela czeka mnie ostatnia noc w domu, jeszcze raz sprawdzam czy na pewno wszystko spakowałam. W moim pokoju została tyko podręczna torebka i ubranie na jutrzejszy dzień. Przez długi czas nie mogłam zasnąć. Rozmyślałam o jutrzejszym dniu, boję się, że nikt mnie nie zaakceptuje.  Jednak po chwili biorę się w garść i zasypiam. Następnego dnia o godzinie 6 rano budzi mnie budzik. Czym prędzej wstaję,ubieram się, zabieram torebkę, zjadam coś na szybko. Miałam już wychodzić, gdy nagle ktoś zapukał do drzwi. Okazało się, że to Kim i Kourtney moje najlepsze przyjaciółki.Są naprawdę świetne, uwielbiam je, po śmierci rodziców bardzo mi pomogły. Zawsze potrafią mnie zrozumieć. Najśmieszniejsze jest to, że są siostrami w dodatku bliźniaczkami. Czasami mówią takie same rzeczy w tym samym czasie.To jest wprost obłędne.
-Hej Lena! Jak się czujesz? Nie wyglądasz najlepiej może nie powinnaś jechać do ciotki dzisiaj. Zaczekaj do jutra.-powiedziały obie jednocześnie.
-Hej! Nie mogę obiecałam Anne, że przyjadę dzisiaj. Nie mogę ot tak zmieniać zdania poza tym za chwilę ma tu być agentka nieruchomości.O popatrzcie już jest! Dzień dobry, dziękuję, że przyjechała pani tak wcześnie. Proszę to klucze do domu. Kiedy mogę spodziewać się pieniędzy za dom?-powiedziałam.
-Dom jest naprawdę ładny, a więc powinien sprzedać się dość szybko. Do miesiąca powinnam przelać ci za niego pieniądze.Jakbym znalazła jeszcze jakieś pani rzezy napisze e-maila.-rzekła pani Honest.
-Yhy, dobrze bardzo dziękuje za wszystko naprawdę mi pani pomogła. Do widzenia.
- Do widzenia.-odrzekła agentka i weszła do mojego rodzinnego domu.
-Jadę jeszcze na cmentarz. Jedziecie ze mną?-zapytałam Kim i Kourtney.
-Bardzo byśmy chciały, ale jedziemy dziś do dziadków. Nie damy rady i tak z cudem ubłagałyśmy rodziców żebyśmy mogły cię pożegnać. Prawda Kim?-powiedziała Kourtney.
-Tak,niestety.-odpowiedziała Kim.
-Nic się nie dzieje. Trzymajcie się i pozdrówcie rodziców.Będę za wami tęsknić.
-Ty też masz od nich pozdrowienia. Pamiętaj masz dzwonić przynajmniej raz w tygodniu.Nie wiem jak my bez ciebie wytrzymamy.-znowu powiedziały to samo w tym samym czasie.
- Okej, obiecuję będę dzwonić systematycznie.Jakoś dacie sobie radę. Chyba nie będzie tak źle.-odpowiedziałam.
-Papa.Jedź bezpiecznie.-powiedziały i uścisnęły mnie na pożegnanie.Odwzajemniłam ucisk, wsiadłam do samochodu, zapięłam pasy, pomachałam im i odjechałam.



środa, 15 maja 2013

Prolog

           
Nashville (stan Tennessee) , tu się urodziłam i spędziłam 17 cudownych lat z moimi kochającymi choć przybranymi rodzicami Emily i Edwardem. Moi biologiczni rodzice ("PODOBNO") zginęli w wypadku samochodowym, gdy miałam niecały miesiąc.Poszczęściło mi się jednak i od razu zostałam adoptowana. Jestem jedynaczka choć zawsze chciałam mieć rodzeństwo no ale cóż nie można mieć wszystkiego. Po zakończeniu pierwszego roku nauki w jednym z londyńskich liceów
Emily i Edward stwierdzili, że jestem na tyle dorosła żeby zostać sama w domu przez 2 tygodnie, gdyż ci z powodu swojej 15 rocznicy ślubu wybierają się w odwiedziny do swoich przyjaciół w Forks. Wyjazd okazał się jednak pechowy, gdyż Edward i Emily niewrócili już do mnie. Zginęli  w katastrofie lotniczej w Portland (stan Waszyngton). Teraz została mi tylko ciotka Joanne, siostra Emily. Ciotka mieszka w miasteczku Mystic Eden (stan Wirginia). Byłam tam tylko dwa razy w życiu jako dziecko jeszcze gdy żyli dziadkowie, częściej Anne przyjeżdżała do nas. Dom w którym zamieszkam ciotka odziedziczyła po rodzicach (moich dziadkach), gdy miała tyle lat co ja. Między mną, a Anne (bo tak zawsze ją nazywam) jest niewielka różnica wieku. Jest starsza ode mnie tylko o 7 lat.  Gdy ciotka dowiedziała się o śmierci Emily i Edwarda po paru dniach znalazła się u mnie w domu. Po pogrzebie nie mogłam się pozbierać ale dzięki Anne poczułam się lepiej, pomogła mi poukładać wszystko od nowa. Wyjechała do siebie w pierwszym tygodniu sierpnia w zapakowanym po brzegi w pudła jeep'em. Miałam do niej przyjechać w przed ostatnim tygodniu sierpnia, żeby zdążyć zapisać się do nowej szkoły i przyzwyczaić się do otoczenia. Mam jeszcze dwa tygodnie, żeby spakować resztę rzeczy i przeprowadzić się do Anne. 
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Mam nadzieje, że prolog się podoba prosze o komentarze <3

Początek


Jest to mój pierwszy blog. Jednak juz wiele przeszedl zostal przeze mnie usuniety w lutym przez brak weny jednak teraz powraca razem z moimi nowymi pomysłami. Wiele zostanie w nim rowniez zmienione , wiec polecam osobom , które czytały pierwsze dwa wpisy o ponowne ich przeczytanie .Mam nadzieje, że spodoba wam się moja twórczość. Do pisania blogu natchnął mnie serial Pamiętniki Wampirów. Posty nie będą pojawiały się regularnie za co z góry przepraszam. Częstotliwość zależy od mojej weny. Jednak obiecuję, że postaram się je dodawać dosyć często,przynajmniej jeden rozdział w tygodniu. Polecam również bloga mojej przyjaciółki http://historiewzieteztvd.blogspot.com/  jest to fan fiction TVD tak jak mój blog. Imiona bohaterów w jej i w moim fan fiction są takie same jednak nie występują takie same osoby i wątki. Proszę o komentarze pod postami, proszę o szczerą krytykę :)