piątek, 21 marca 2014

Rozdział 4

Obudziłam się na podłodze. Pewnie przez ten naprawdę dziwny sen. Sen był okropnie pogmatwany, otóż śniło mi się, że się budzę. Gdy otworzyłam oczy, które od razu powędrowały w kierunku okna, zobaczyłam siedzącego na parapecie kruka. Ptak siedział nieruchomo. Równie dobrze mógł to być woskowy model. Po chwili kruk odleciał, a ja postanowiłam położyć się jeszcze spać więc przekręciłam się plecami w kierunku okna. Jednak coś mi nie pasowało, gdyż wydawało mi się, że poduszka oddycha! Czym prędzej otworzyłam oczy, to co zobaczyłam wywołało u mnie krzyk i wtedy spadłam z łóżka. W rzeczywistości też spadałam z łóżka dlatego się obudziłam. Nie to niemożliwe śnił mi się ten chłopak,ten z baru.
   
 Wolałabym spać do 12 jak nie dłużej, ale  nie mogłam już zasnąć i umówiłam się z Mark'iem ,że o 10 przyjdzie po mnie pomoże mi zapisać się do szkoły.A więc zaczynamy nowe życie. Już nie będę smutną sierotką. Zacznę od zera, zostanę kimś nowym. I przetrwam.   Udałam się do łazienki, wzięłam szybki prysznic, wykonałam delikatny makijaż i się ubrałam. Na dworze świeciło słońce, dlatego założyłam jasną luźną sukienkę i moje ulubione turkusowe baleriny.Gdy zeszłam na dół Anne już nie było, na blacie kuchennym leżały pieniądze zapewne na zakupy razem z listą co mam kupić. Na lodówce znalazłam natomiast liścik od cioci.
Po przeczytaniu kartki od Anne czym prędzej otworzyłam lodówkę. Joanne się postarała i przygotowała naleśniki. Mniam. Śniadanie skończyłam jeść o godzinie 9:30. Zdążyłam jeszcze wypić kawę, gdy ktoś zapukał do drzwi. Tak jak się spodziewałam był to Mark. Ucieszyłam się gdy go zobaczyłam.
-Hej Lena gotowa na cały dzień w moim towarzystwie?- zapytał z uśmiechem.
- Cześć ależ oczywiście muszę tylko wsiąść torebkę i możemy ruszać.
- Pośpiesz się tylko bo mamy dzisiaj bardzo dużo rzeczy do zrobienia.
- Okej okej spokojnie.
Pobiegłam po torbę do swojego pokoju, zeszłam do kuchni i wzięłam pieniądze na zakupy wraz z listą.
- Dokąd najpierw chciałabyś się udać? - zapytał Mark gdy wyszliśmy już z domu i udaliśmy się w kierunku jego samochodu. Samochód nie był za nowy i nie wyglądał najlepiej ale ważne że jeździł.
- Może do szkoły chce to mieć jak najszybciej z głowy.
- Okej to wsiadaj -otworzył mi drzwi do swojego samochodu i gestem ręki zaprosił do środka.
Po chwili wysiadaliśmy już z jego samochodu i szliśmy w kierunku szkolnego sekretariatu. Denerwowałam się ale Mark pomógł mi załatwić wszystkie formalności i takim sposobem zostałam uczennicą szkoły w Mystic Eden.
- Widzisz nie jest tak źle jesteś ze mną w klasie. Zobaczysz będzie fajnie.
- Mam taką nadzieje, ale na razie znam tutaj tylko ciebie i Anne.
- Nie martw się wszystko się dzisiaj zmieni.- od powiedział Mark
- Niby jak? Urządzisz wielką imprezę, zaprosisz na nią pół szkoły tylko po to abym poczuła się lepiej?
- Żebyś wiedziała.
- Żartujesz?
- Nie jestem śmiertelnie poważny.
- Ale jak, co, kiedy i gdzie?
-  O boże czy naprawdę musisz zadawać tyle pytań. Nie może wystarczyć ci tylko to, że dzisiaj wieczorem jest impreza na której poznasz większość młodych ludzi z tego miasta.
- Nie, nie może.
- Ale niestety musi.
 - To powiedz mi chociaż o której godzinie jest impreza żebym mogła się na nią jako tako przygotować.
- Powiem ci w swoim czasie ,a teraz choć miałaś chyba zrobić zakupy.- Powiedział Mark otwierając mi drzwi od samochodu. Tak wciągnęłam się w rozmowę z nim, że dopiero teraz zobaczyłam, że jesteśmy już w centrum.Cieszę się, że mam kogoś takiego jak Mark, gdyby nie on nie wiem jak zniosłabym pierwszy dzień w tym mieście.Zakupy udało się zrobić całkiem szybko, więc mieliśmy dużo czasu żeby pochodzić i porozmawiać.
-Więc opowiesz mi coś więcej o tej imprezie??
-No dobrze dobrze skoro tak nalegasz.
- Dzięki już miałam dość wypytywania cię o nią.
-Tak jak już ci mówiłem dzisiaj o 20 jest impreza w domu burmistrza z okazji zakończenia wakacji, zbliżającego się wielkimi krokami rozpoczęcia szkoły i na twoje powitanie. Nie musisz się o nic martwić zobaczysz dasz rade. Masz przecież mnie.-powiedział z promiennym uśmiechem na twarzy. Odwzajemniłam go równie szczerze.
-Mark dziękuje ci za to jak mi pomagasz naprawdę dużo to dla mnie znaczy.Jesteś wspaniały.
-Oj Lena nie pochlebiaj mi tak, bo się jeszcze zaczerwienie.-obydwoje wybuchliśmy śmiechem.
Jeszcze z jakąś godzinę spacerowaliśmy i Mark odwiózł mnie do domu, żebym mogła się przygotować. Mark ma być po mnie o 19:30 więc mam czas żeby wziąć długą kąpiel, wybrać ubranie na wieczór i poprawić makijaż. Przez prawie cały dzień nawet nie miałam czasu myśleć o chłopaku z baru i o moim śnie z nim w roli głównej. Na imprezę wybrałam coś w rockowym stylu. Postanowiłam założyć czarne rurki, beżowe lakierowane szpilki, czarną ramoneskę i t-shirt w panterkę. Włosy upięłam w koka. Usta pomalowałam krwisto czerwoną szminką, a oczy podkreśliłam czarnym eyelinerem. Do tego wybrałam idealnie pasującą biżuterie w odcieniu starego złota i moją beżową kopertówkę, która wprost doskonale uzupełniała całą stylizacje. O kurde jest dopiero 19 mam jeszcze trochę czasu zanim Mark po mnie przyjedzie, dlatego postanowiłam opisać mój dzisiejszy dzień w pamiętniku. Usiadłam przy biurku zawalonym jakimiś szpargałami. Musze jak najszybciej rozpakować resztę pudeł, bo nie wytrzymam ani dnia dłużej w pokoju w którym nie mogę nic znaleźć. Ale zajmę się tym jutro. Nagle z dołu usłyszałam otwieranie drzwi to pewnie Anne w końcu wróciła, nie wiem jak można tyle czasu poświęcać pracy. Muszę ją tego oduczyć powinna znaleźć sobie jakiegoś chłopaka. Zamknęłam szybko pamiętnik i zbiegłam ze schodów. Zdziwiłam się gdy zobaczyłam ciocie w towarzystwie całkiem przystojnego mężczyzny, przed chwilą chciałam jej szukać chłopaka jednak widać, że Joanne sama potrafi sobie poradzić. Zastałam ich w dość niezręcznej sytuacji. Joanne jak mnie zobaczyła jak poparzona odskoczyła od faceta, z którym przed chwilą się obściskiwała.
- Och Lena co ty tu robisz? Myślałam, że pojechałaś już z Markiem na imprezę. Skoro jednak tu jesteś to jest Lary, mój przyjaciel, uczy w tutejszej szkole, a więc znasz już jednego z nauczycieli. Lary wpadł pomóc mi przy naprawie zlewu, bo wiesz coś się tam ostatnio popsuło nie wiem dokładnie co ale się coś popsuło.-zaczęła się tłumaczyć Anne. Chciało mi się śmiać, bo zachowywała się jak nastolatka.
-Cześć Lena tak jak już mówiła Jo jestem Lary. I przyszedłem naprawić wam zlew jak dziwnie by to nie brzmiało to prawda. A tak w ogóle to bardzo miło mi cię poznać twoja ciotka dużo mi o tobie opowiadała.-od powiedział Lary.
-Mi też bardzo miło, że mogłam cię poznać.-od powiedziałam serdecznie. Czułam się dość nieswojo na szczęście z całej tej sytuacji uratował mnie Mark, który w idealnym momencie postanowił zapukać. Dzięki Bogu! Mark wyglądał elegancko z drobną nutą luzu. Miał na sobie ciemne jeansy i koszulę w błękitnym kolorze, która idealnie podkreślała kolor jego oczu.
-Joanne wychodzę i nie wiem kiedy wrócę. Do widzenia Lary.-pożegnałam się.
-Nie wracaj zbyt późno. Mark pilnuj jej.-od powiedziała Anne.
-Dobrze będę jej pilnował jak oczka w głowie Jo. A tak w ogóle bardzo ładnie wyglądasz Lena do twarzy ci w tej panterce.-powiedział Mark i ruszyliśmy w kierunku jego samochodu.
-Bardzo dziękuje.-od powiedziałam lekko zmieszana.
Gdy dojechaliśmy już jak mniemam pod dom Woodów, który był wielki i zapierający dech w piersiach poczułam tak cholernego stresa, że głowa mała.Moje kolana zrobiły się jak z waty, serce zaczęło mi walić, że omal nie wyskoczyło mi z klatki piersiowej. Pierwszy raz się tak denerwuje, matko co się ze mną dzieje, nie mogę się tak stresować nie mam czym. Jest ze mną Mark nie jestem sama. Muszę być silna i stawić temu czoła. Dam radę jestem dużą dziewczynką. A jak spotkam tu tego chłopaka z baru co ja wtedy zrobię. Z tych okrutnych rozmyślań wyrwał mnie Mark, który właśnie otworzył mi drzwi od samochodu.
-Gotowa podbić tę imprezę?-zapytał z przejęciem.
-Tak-skłamałam, nie byłam gotowa by dołączyć do tej wielkiej grupy pijanych nastolatków. Mark chwycił mnie pod rękę i ruszyliśmy w kierunku wejścia do willi Wood'ów. Na szczęście wszyscy w środku byli zajęci piciem dlatego nie wzbudziłam wielkiego jakiegokolwiek zainteresowania z ich strony za co w duchu dziękowałam Bogu. Jednak moja radość nie trwała długo, ponieważ nagle podbiegły do nas dwie dziewczyny. 
- Cześć Mark widzę, że w końcu przywiozłeś naszego długo wyczekiwanego gościa. Lena tak się cieszę, że cię widzę. A tak w ogóle to jestem Caitlin, a to Brenda. Jesteśmy takim małym komitetem powitalnym.-powiedziała z uśmiechem wysoka, szczupła blondynka. Była bardzo otwarta i wydawała się być naprawdę miłą osobą. Myślę,że mogłabym się z nią zaprzyjaźnić. 
- Witaj Lena, mam nadzieje, że będziemy przyjaciółkami.-odparła ciemnoskóra dziewczyna z czarnymi włosami. 
- Ja też mam taką nadzieję i wielkie dzięki za chęci i przygotowanie tego wszystkiego jesteście wielkie.
- To nie nasza zasługa. To wszystko dzięki Mark'owi on to wszystko zorganizował my mu tylko pomagałyśmy. Właśnie Mark prawie bym zapomniała Requel cię szuka. Jest zła, bo od dwóch dni nie odbierasz od niej telefonu. Lepiej idź jej poszukaj i błagaj o wybaczenie. Nie musisz martwić się o Lenę my się nią zajmiemy. Możesz na nas polegać.-powiedziała Caitlin i wzięła mnie pod rękę.- Musisz poznać kilka osób.
I właśnie wtedy go zobaczyłam niebieskookiego chłopaka z mojego snu wydawał się jeszcze bardziej przystojny, miał na sobie czarny t-shirt,skórzaną kurtkę i czarne spodnie wyglądał jak bóg ciemności, ale mnie to pociągało. On miał coś w sobie, coś czego nie jestem w stanie opisać słowami. Po chwili uświadomiłam sobie, że od dłuższej chwili stoję i gapię się na niego. Spostrzegawczej Caitlin jednak to nie umknęło.
-Widzę, że zainteresowałaś się jednym z Elity.-zaczęła blondynka.
-Elity?
-Taka szkolna grupka. Należą do niej największe ciacha w naszej szkole. Ten, który tak przykuł twoją uwagę to Damon. Obok niego stoi jego brat Steven. Potem Colin, Nick i Tom. Colin i Nick to również rodzeństwo, a Tom to gospodarz. To jego dom.-wytłumaczyła mi wszystko Brenda.
-Wygląda na to, że Damon nie jest ci dłużny ponieważ jak widać nie może oderwać wzroku od twojego tyłka, zboczeniec.-rzuciła Caitlin. Wtedy odwróciłam się w jego kierunku i nasze spojrzenia się spotkały to było takie magiczne i niepowtarzalne uczucie. Nie potrafiłam przestać przyglądać się jego tęczówką,a on moim. Pragnelam go bardziej niz kogokolwiek innego. Chłopak pierwszy opuścił wzrok i powiedział coś kumplą. Ja dalej nie spuszczając z niego wzroku zauważyłam, że idzie w moim kierunku z uśmiechem na twarzy. O kurde. 
 -Mogę porwać waszą śliczną koleżankę?-Damon zwrócił się do Caitlin i Brendy. 
-Jeżeli nasza przyjaciółka tego chce a napewno chce to oczywiście tylko nie zrób jej krzywdy.-odpowiedziała mu Brenda. Chłopak podał mi swoją dłoń, którą chwyciłam i zaczeliśmy sie oddalać od dziewczyn. Wyszliśmy na zawnątrz i usiedliśmy na fontannie przed domem Wood'a. 
- Chciałem cię bardzo przeprosić za moje wczorajsze zachowanie bardzo przypominasz moją przyjaciółkę z tąd ten błąd kochana. Gdzie moje maniery Damon. -chłopak wstał i pocałował mnie w dłoń. Jednak ten zboczeniec potrafi być romantyczny. 
-Lena.-odpowiedziałam.
 -Co cię sprowadza do Mystic Eden?
 -Przymus. Nie chcę o tym rozmawiać. Przyjechałam tu żeby zacząć wszystko od początku i nie myśleć o przeszłości. 
 -Dobrze jeśli nie chcesz o tym rozmawiać trudno bedę musiał to jakoś przeżyć. Chcesz się czegoś napić? Tylko nie mów, że wody bo nie mamy tylko procenty. Pasuje?
-Nawet bardzo. Mam ochotę się dzisiaj czegoś napić.
-Zaraz wracam. Daj mi 5 minut.-powiedział i oddalił się z wielkim uśmiechem na twarzy. Nie dość, że jest zabójczo przystojny to w dodatku tak bardzo miły i uroczy. Cholera chyba się zakochałam. O nie tylko nie to nie mogłam się zakochać Leno Gelbert czyś ty oszalała już raz to przerabiałaś w Nashville i jak to się skończyło. Chłopak, któremu tak bardzo ufałaś, któremu się oddałaś zostawił cię nie potrzebujesz powtórki z rozrywki. Jednak Damon wydaje się być inny. Ale wszyscy faceci są tacy sami szeptała mi moja podświadomość. A może warto spróbować, w końcu już gorzej być nie może. Z tej wewnętrznej kłótni wyrwała mnie blondynka o błękitnych oczach i bladej cerze. Wyglądała na wkurzoną, nawet bardzo wkurzoną.
-Pewnie mnie nie znasz jestem Requel, dziewczyna Mark'a byłobym w lepszym nastroju, gdyby jakaś sierota nie odbijała mi chłopaka. Posłuchaj jeszcze raz się do niego zbliżysz, a pożałujesz, że się urodziłaś. Lepiej ze mną nie zaczynaj nie radzę. Masz się do niego zbliżać. - zaatakowała mnie dziewczyna.
-Ja też bardzo się cieszę, że mogłam cię poznać. Jednak nie rozumiem o co ci chodzi Mark to tylko dobry kumpel, który pomaga mi się tu zaklimatyzować i poczuć się lepiej. Nie mam nic do niego to tylko przyjaciel, nic więcej nie masz się o co martwić. I wiedz, że dalej będę się z nim spotykała żeby pogadać więc bardzo mi przykro.
-Jeśli nie zamkniesz buzi, następną rzeczą, która z niej wyleci, będą twoje zęby. Dlaczego to na ciebe nie działa.-Requel stanęła tak blisko mnie jakby zaraz chciała mi skręcić kark w sumie nie zdziwiłabym się jakby to zrobiła. Na szczęście mam wybawiciela, który uratował mnie od mega zazdrosnego ego Requel.
-Co ty znowu wyprawiasz? Requel tylko mi nie mów, że ją zahipnotyzowałaś. 
-Nie dałam rady ma chyba werbenę we krwi. 
-Dobra uciekaj już do swojego chłoptasia i miło by było gdybyś zostawiała Lenę w spokoju.-odpowiedział jej Damon, a ona na szczęście odeszła bez żadnego ociągania. Nic nie zrozumiałam z ich rozmowy była dość dziwna.
-Bardzo dziękuje za pomoc. Dziewczyna ma poważny problem z zazdrością.
-Nie ma co się dziwić jesteś naprawdę ładna ma być o co zazdrosna.
-Dziękuje ale mnie i Mark'a nic łączy. Jak mogę ci się odwdzięczyć za ratunek z ramion tej zazdrosnej wiedźmy?          
-Wystarczy mi twoje towarzystwo.Chcę żebyś wiedziała, że jak będziesz miała jakieś problemy zawsze możesz do mnie przyjść służę pomocą.-to takie słodkie z jego strony.
-To bardzo miłe napewno skorzystam z pomocy kogoś takiego jak ty. 
- Dla mnie pomoc tobie będzie istną przyjemnością. A teraz masz napij się.-powiedział podając mi Jack'a Daniel'sa. 
- Myślałam,że nastolatkowie gustują w piwach, a tu proszę whisky.
-Jak już coś pić to tylko z górnej półki.-odrzekł z uśmiechem.
Po niecałej godzinie byłam już konkretnie wstawiona i postanowiłam wejść do fontanny. Tak wiem nie należało to do moich najlepszych pomysłów ale jak już wspominałam trochę wypiłam.
-Zwariowałaś?-zapytał Damon w chodząc za mną do fontanny.
-Chyba tak.
-Właśnie widzę alkohol ci nie służy.
-Rzeczywiście picie nie jest moją dobrą stroną. Mam słabą głowę.
-Masz chłopaka?
-Nie, ale miałam i źle to wspominam. Byłam w nim zakochana na zabój, a on to wykorzystał. Teraz chcę miłości, która mnie pochłonie. Pasji i przygody. A nawet szczypty niebezpieczeństwa. A ty masz kogoś?
-Nie.
-Dlaczego jesteś świetny i strasznie seksowny.
-Wiem.
-Nie chciałbyś być zakochany?
-Byłem kiedyś. To bolesne, bezcelowe i przereklamowane.
I wtedy zachwiałam się i straciłam równowagę. Już myślałam, że kąpiel w fontannie będzie nieunikniona. Jednak Damon był cholernie szybki i w ostatniej chwili chwycił mnie i przyciągnął do siebie. Nasze usta się spotkały i wydarzyło się to co powinno jeszcze chwilę poczekać. Namiętny pocałunek. Poczułam się taka wolna jakbym potrafiła latać. Było to chyba najprzyjemniejsze uczucie od kilku miesięcy. Jednak to co dobre nie trwa wiecznie. Jedyne co pąmiętam po tym pocałunku to to, że poprosiłam żeby zabrał mnie do domu później urwał mi się film. Widziałam tylko przebłyski tego co się ze mną dzieje. Noszenie na rękach...jego uśmiech...ciepłe łóżko...on...ja...sen. ---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- W końcu udało się po prawie pół roku dodaje ten post i jestem z niego cholernie dumna. Jestem trochę na siebie zła, bo według mnie akcja potoczyła się lekko za szybko jest w mieście nie całe 3 dni, a już się zakochała i znalazła idealnego faceta z którym się już nawet całowała. Zaraz biorę się za pisanie następnego i powinnam go dodać za kilka dni nwm dokładnie kiedy. Komentujcie, obserwujcie i czytajcie. Dziękuje wszystkim, którzy ze mną zostali i czekali na mój kolejny rozdział. 
Trzymajcie się ludzie i do następnej notki :))) Ola